Login lub e-mail Hasło   

Leszek Ojrzyński przed końcem sezonu: Korona utrzyma się w lidze

- Zawisza nie będzie wygrywać od meczu do meczu przez cały sezon. Ma ciekawych zawodników, ale więcej atutów widzę w Koronie - ocenia Leszek Ojrzyński, były trener Podbeskidzia.
Wyświetlenia: 352 Zamieszczono 01/06/2015

Po podziale punktów tabela zrobiła się naprawdę płaska. Odskoczyły na dość bezpieczną odległość Piast i Cracovia. Czy one mogą już czuć się bezpiecznie?

- Dopóki nie ma matematycznej pewności, nikt nie może się czuć bezpiecznie. Można łatwo zanotować serię porażek. Trzeba być do końca czujnym, zwłaszcza że potencjalne porażki będą powodowały dodanie punktów bezpośrednim rywalom, bo to spowodowało podzielenie tabeli.

Najgorzej teraz wygląda sytuacja GKSu Bełchatów. W trudnej sytuacji jest też Korona i Zawisza, chociaż klienci zakładów bukmacherskich, jak choćby Fortuna, 4 razy częściej typują drużynę z Bydgoszczy do spadku. Która z tych drużyn ma największe szanse na uratowanie Ekstraklasy?

- Ja myślę, że Korona. Dla Bełchatowa oczywiście spotkanie z Chorzowem było kluczowe, bo bez zwycięstwa odstawaliby od pozostałej dwójki. GKS ma jeszcze przed sobą ważne spotkania i z Koroną i z Zawiszą, a do tego z Górnikiem Łęczna. To wszystko są drużyny bezpośrednio zagrożone spadkiem. Trudniejsze zadanie jednak przed obecnie znajdującymi się w strefie spadkowej drużynami.

Pan, z racji pracy w nie tak dalekiej przeszłości w Koronie, może zdradzić, co tak naprawdę przemawia za Koroną, a nie za Zawiszą, który rozgrywa dobrą wiosnę.

- Zawisza oczywiście ma całkiem dobrą rundę, ale w sporcie zawsze tak jest, że passa jest w pewnym momencie przerywana. Bydgoszczanie właśnie potknięcia zanotowali, jak z porażka z Cracovią czy remis z Łęczną, bo tak po prostu być musiało. To nie jest drużyna, która będzie wygrywać od meczu do meczu przez cały sezon. Zawisza ma ciekawych zawodników, ale więcej atutów widzę w Koronie. Trener Tarasiewicz ma co prawda ostatnio problemy ze składem, bo wypadł Dejmek czy Golański, ale ostatni mecz z Cracovią był już o wiele lepszy w ich wykonaniu. Mają do tego takich zawodników, jak Kapo czy Kiełb, którzy mogą przechylić jedną akcją szalę zwycięstwa na korzyść swojego zespołu. Oczywiście, mają swoje problemy w obronie, bo tutaj jest najwięcej kontuzji, ale myślę, że teraz Korona poradzi sobie z Piastem, a potem już z dwóch meczów muszą wygrać jeden. Grają dwa mecze u siebie, więc to też jest duża przewaga, nawet jeśli ostatnio trochę im w Kielcach nie szło.

Podobnie jak w kwietniu Pana, tak teraz karuzela trenerska zrzuciła ze stanowiska Marka Zuba i nowym-starym trenerem GKSu Bełchatów został Kamil Kiereś. Takie tąpnięcie pomoże drużynie czy raczej utrudni jej utrzymanie?

- Za to odpowiadają działacze i to ich odpowiedzialność. Oni wiedzą, czy klub tego potrzebował, ja z boku nie jestem w stanie tego powiedzieć. Z zasady ja bym trenera Zuba zostawił. Nie zawsze tak jest, że od razu po zmianie trenera przychodzą wyniki, a nawet są korzystne lub niekorzystne, nie zawsze jest to zasługa lub wina trenera. W sporcie jest tak, że mnóstwo czynników wpływa na to, czy wygrasz czy przegrasz. Kamil znowu w trudnej sytuacji obejmuje drużynę. Przy ostatniej okazji grali nieźle, ale spadli. Teraz zadanie ma jeszcze trudniejsze, bo zostały jeszcze trzy kolejki. Czas pokaże, czy decyzja była trafna czy trefna.

Wiemy już, że z I ligi awansuje Zagłębie Lubin. O drugie premiowane awansem miejsce walczą Wisła Płock lub Termalica, które póki co nie otrzymały licencji. Pomijając obowiązujące obecnie przepisy, powinno się Pana zdaniem w takiej sytuacji promować kolejną drużynę z I ligi czy zrzucać z Ekstraklasy tylko jeden klub?

- Dla mnie najlepszym rozwiązaniem byłby mecz barażowy, ale to musi być wcześniej zapisane. Wówczas drużyna, która jest następna w kolejności z niższej klasy gra z tą, która jest pierwsza do spadku. To byłoby atrakcyjne. Ale myślę, że spokojnie Wisła i Termalica te licencje dostaną, więc nie będzie tego dylematu. Po to się walczy o Ekstraklasę, żeby tą licencję dostać i są na to przygotowani wcześniej.

A z tych dwóch drużyn, kogo dobrałby Pan Zagłębiu do pary?

- W Wiśle kiedyś pracowałem, chociaż nie wspominam najlepiej tej współpracy. Ale mam tam dużo znajomych, więc też trochę rozdarte serce. Termalice z kolei kibicuję, bo szanuję prezesów klubu, państwa Witkowskich. Niejeden na ich miejscu, po przegranych kolejnych sezonach na finiszu, by już to odpuścił. Liczyli, że awansują, a potem w dramatycznych okolicznościach odpadali na ostatnim etapie. Należy im się to za wytrwałość, za pracę i dążenie do tego celu. Starają się, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej. Tym ludziom Ekstraklasa się należy. 4 punkty przewagi na 2 mecze do końca, to jest bardzo duża zaliczka. Gdyby tym razem się nie udało, po raz trzeci będąc tak blisko, nawet nie chcę myśleć, co by się działo. Poza tym, wygrali mecz w Płocku, ten najważniejszy, w którym Wisła miała szansę odskoczyć. Jeśli tego nie zrobiła, widocznie Nieciecza jest lepsza.

Ma Pan doświadczenie na obu frontach ligowych. Trudniej się w Ekstraklasie utrzymać czy do niej wrócić?

- Trudniej do niej wrócić, chyba że ma się takie zaplecze jak Zagłębie Lubin. Doszło tam kilku dobrych zawodników, wielu solidnych zostało po spadku, do tego dochodzi jeszcze bardzo dobra akademia, skąd można brać młodzież i porządne warunki do treningu, nawet jeśli nie najlepsze w Polsce. Ja miałem w Podbeskidziu budżet 12 milionów, a w Lubinie on jest na poziomie 20 milionów, więc nie ma nawet co dyskutować. Jak się jest Zagłębiem, to jest troszkę łatwiej, chociaż i oni wygrywali skromnie, po 1:0. Innym drużynom, które mogą mieć więcej problemów, może być trudniej. Już nie ma też w I lidze tak wielu drużyn, które by się biły o ten awans. Kiedyś było ich 4-5 i te kluby nie odbiegały znacznie sportowo czy organizacyjnie od zespołów z Ekstraklasy. Teraz jest z tym gorzej.

A czy nie jest to spowodowane wyrównaniem poziomu w polskiej piłce? Czy ścisk w obu tabelach Ekstraklasy to jest tylko kwestia systemu rozgrywek?

- Na razie schematycznie się pewne rzeczy buduje. Wiemy, jaka jest sytuacja naszych klubów – ktoś strzeli kilkanaście bramek, czy się pokaże i od razu rozgląda się za wyjazdem z kraju. I to nie tylko do lepszych lig, ale nawet liga chińska czy na Bliski Wschód, bo są tam większe pieniądze. To utrudnia pracę trenerom i działaczom w polskiej lidze, którzy muszą szukać co chwilę nowych zawodników.

Myślę jednak, że ten poziom nie jest zły, bo kilka drużyn jest wyrównanych i sporo też młodych piłkarzy, perspektywicznych się pojawia. Ja czekam niecierpliwie na to, jak sytuacja będzie wyglądać za 5, 7, może 10 lat, kiedy tych utalentowanych juniorów powinno być więcej. Orliki robią swoje, infrastruktura przy klubach też się poprawiła. Tych chłopaków, którzy mają 12-14 lat, czeka lepsza perspektywa. Nie ma też co wybrzydzać, chociaż mamy utrudnione zadanie, bo czasami trzeba na szybko przeszkalać zawodników do poziomu ekstraklasowego, mimo że często na niego nie zasługują. Jedni to wykorzystują, inni nie i tak się to na razie kręci.

Podobne artykuły


11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1503
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 596
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 800
9
komentarze: 10 | wyświetlenia: 490
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 429
9
komentarze: 18 | wyświetlenia: 300
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 488
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 451
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 494
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 370
8
komentarze: 5 | wyświetlenia: 149
8
komentarze: 12 | wyświetlenia: 381
8
komentarze: 0 | wyświetlenia: 745
8
komentarze: 22 | wyświetlenia: 311
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 331
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska