Login lub e-mail Hasło   

Koszmar nocy letniej

Pech prześladował ostatnio Bogu ducha winną premier Kłapacz. By odegnać złe duchy znad głowy, schroniła się w ekskluzywnej letniej rezydencji na obrzeżach stolicy. Pojechała tam...
Wyświetlenia: 500 Zamieszczono 12/09/2015

Pech prześladował ostatnio Bogu ducha winną premier Kłapacz. By odegnać złe duchy znad głowy, schroniła się w ekskluzywnej letniej rezydencji na obrzeżach stolicy. Pojechała tam z jedynym człowiekiem, o którym mogła powiedzieć ,,przyjaciel na dobre i na złe”. Miś w ludzkiej skórze, bo tak opisywali go znajomi, nie odstępował premier Kłapacz ani na krok. Zgrany duet zasiadł za okrągłym stołem i zabrał się za konsumpcję obiadu.

- Miś, kotlecik ładnie pachnie? – zapytała premierowa.

- Wręcz fantastycznie. Sama przyrządzałaś? – zainteresował się ,,miś”.

- Ależ skąd! To zasługa restauracji ,,Sowa i Przyjaciele”. Mówię Ci, oni mają złote ręce. Nie to, co ci amatorzy z sejmowej garkuchni – wyznała premierowa.

Jak mówi jednak pewna mądra piosenka, ,,,nic nie może przecież wiecznie trwać” i w tym momencie dobry nastrój urwał się jak wadliwa filmowa klisza. Premier Kłapacz przypomniała sobie o serii nieprzyjemności, z którymi zetknęła się w ostatnich dniach.

- Miś, nie wiem, czy dam radę dociągnąć do końca kampanii… - oznajmiła z bólem.

- Nie płacz Ewka – rzucił na pocieszenie ,,miś”.

- Łatwo Ci mówić. Rocznica powstania warszawskiego, wyciągam ręce do ludzi, a oni nic. Traktowali mnie jak powietrze. Odbiło im na punkcie tego oszołoma, nowego prezydenta – stwierdziła poirytowana, łagodząc lament kolejnym kęsem schabowego.

,,Miś” średnio był zainteresowany wahaniami nastroju pani premier. Większą uwagę poświęcał smakowitemu posiłkowi, który sukcesywnie znikał z jego talerza.

- Słyszysz mnie w ogóle?! – premierowa straciła cierpliwość.

- Słyszę, słyszę…

W tej samej chwili ,,miś” odłożył sztućce i wprowadził się w stan intensywnej refleksji. W jego przypadku były to momenty niezwykle sporadyczne, jednakże znaczące.

- Ewka, a jakbyśmy tak znieśli bilety na Pęd Doliną? – wybuchnął z nadzieją.

W tym miejscu warto dodać, że błyskotliwa nazwa dotyczy uroczystych przejażdżek w towarzystwie pani Kłapacz.

- Myślisz, że to coś da? – odrzekła niezbyt przekonana premierowa.

- No jasne. Ludzie lubią pojeździć za darmo, zwiedzić kawałek kraju, zażyć rozrywki. Wiem, co mówię…

Premier Kłapacz w skupieniu analizowała zgłoszoną propozycję. Złote myśli misia zawsze poddawała skrupulatnej ocenie. Co prawda miała do niego żal za szpilki, które wetknął jej przed wystąpieniem na plaży, ale tym razem schowała urazę do kieszeni.

- Zgoda! – zawołała z entuzjazmem.

- Wiedziałem, wiedziałem! Obiecuję, że Cię nie zawiodę – wyraził zaawansowaną ekscytację ,,miś”.

Takie deklaracje zdarzały mu się regularnie, choć nieregularnie przynosiły pozytywne rezultaty. Nie obnosił się z tym, ale ostatnie wydarzenia odcisnęły piętno również na jego psychice. Szczególnie przypadek ministra Dziąsło, którego bezkrytyczność wobec własnej osoby spowodowała zawieszenie dyrektora jednego ze szpitali. Prawdomówny medyk zaledwie wyraził swoje oburzenie paskudną sytuacją w polskiej służbie zdrowia. Dziąsło był jednym z nowych nabytków w rządzie pani Kłapacz. Niekoniecznie słusznych.

- Ewa, zobaczysz, po każdej burzy wstaje słońce. Teraz też tak będzie… - westchnął ,,miś”.

Okazało się, że premier Kłapacz zmorzona trudami niewdzięcznej codzienności zapadła w twardy sen. ,,Miś” okrył ją kocem i utkwił spojrzenie w zafrasowanej twarzy szefowej rządu.

Premierową nękały ostatnio notoryczne koszmary. Nie inaczej było i tym razem. Śniło jej się, że odbywa samotną podróż pociągiem. Po drodze mijała opustoszałe miasta i wsie. Wszyscy Polacy wyemigrowali ,,za chlebem”. Została sama jedna. Prawie sama, bo z ideą ,,zielonej wyspy”. Nie było nawet ,,misia”.

- Radzio się postarał i mam robotę w Stanach. W sumie żadnej łaski mi nie zrobił za te miesiące harówki – odczytała wiadomość w telefonie.

Do oczu napłynęły jej łzy. Wydawało się, że jest bliska dramatycznego szlochu, jednak wtem stało się coś nieoczekiwanego. Z pociągowego radia popłynęła jej ulubiona melodia ,,hej dziewczyno, spójrz na misia, który w oczach ma tylko szare łzy”. Obudziła się z wymuszonym uśmiechem. Ujrzała ,,misia”, który nadal wpatrywał się w nią z zaciekawieniem.

Podobne artykuły


16
komentarze: 111 | wyświetlenia: 2045
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 838
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 771
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1454
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 913
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 395
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1262
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 680
10
komentarze: 0 | wyświetlenia: 655
10
komentarze: 10 | wyświetlenia: 623
10
komentarze: 298 | wyświetlenia: 933
9
komentarze: 140 | wyświetlenia: 771
9
komentarze: 3 | wyświetlenia: 512
9
komentarze: 13 | wyświetlenia: 638
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1100
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska