Login lub e-mail Hasło   

O potrzebie końskiej kuracji teatrów

Dzisiejsi dyrektorzy, zatracili nie tylko gust, ale nawet instynkt samozachowawczy, więc jedynym sposobem, by odzyskali poczucie rzeczywistości, jest poddanie ich końskiej kuracji
Wyświetlenia: 463 Zamieszczono 04/12/2015
Zgłoszony przez 2 użytkowników jako niskiej jakości

To niesamowite, ale wygląda na to, że Stanisław Lem wszystko przewidział – w szczególności przewidział nadejście współczesnego pokolenia chałturników płci obojga, co to psim swędem („przez łóżek sto przechodzi szparko, stając się damą i pisarką”) uzyskali administracyjny status „artystów”, ale tak naprawdę, to niczego nie umieją.

Wykorzystując tedy osiągnięty dzięki zdobyciu dyplomu w Wyższej Szkole Gotowania Na Gazie administracyjny status „artysty”, podczepiają się do państwowego albo samorządowego, albo jednego i drugiego kurka i z tego żyją, dojąc pieniądze zrabowane podatnikom pod pozorem „misji”.

Ale, powiedzmy sobie szczerze, ta cała „misja”, to jeden wielki Scheiss, bo do jakiej „misji” może być zdolny człowiek, który nie tylko nic nie umie, ale nawet nie ma żadnych własnych poglądów i wraz z rzeszą pozostałych mikrocefalów powtarza zbawienne prawdy podawane do wierzenia przez redakcyjny Judenrat z ulicy Czerskiej w Warszawie?

Do ich działalności idealnie pasowałby bon mot wypowiedziany w 1993 bodajże roku przez ówczesnego ministra przemysłu, pana Nawrockiego, do załogi jakiegoś przedsiębiorstwa bodaj w Gorzowie Wielkopolskim, która wykorzystując jego przybycie, wypróbowywała na nim tzw. „robotnicze wystąpienia”. Minister Nawrocki spokojnie wysłuchał gwałtownych tyrad, które spuentował dwoma słowami: „gówno robicie!”

Ale nawet gównu trzeba dla pozoru nadać jakiś kształt, bo przecież i urzędnicy rozdzielający forsę muszą w razie czego być kryci. I tu właśnie sprawdzają się profetyczne wizje Stanisława Lema, który w jakimś swoim opowiadaniu wspomina, jak to sprytni chałturnicy przerobili całą klasykę literacką na pornografię, stosując prosty zabieg. Na przykład bajkę o krasnoludkach i sierotce Marysi przerobili na „Życie płciowe krasnoludków z sierotką Marysią” – jak to krasnoludki figlują z sierotką Marysią, która – ho, ho! – też sroce spod ogona nie wypadła – i tak dalej.

Ponieważ jedni chałturnicy przerabiają klasykę na pornografię, a inni zasiadają w komisjach rozdzielających publiczna forsę, albo w gremiach rozdzielających nagrody, ale rotacyjnie zamieniają się rolami, toteż świadczą sobie wzajemnie, jeden drugiego okadza, jeden drugiego nagradza i w ten sposób „biznes sze kręczy”, zaś ta organizacyjna krzątanina udaje kulturę. Nie tylko zresztą u nas, bo gdzie indziej też.

Przykładem takiej chałturnicy jest pani Elfreda Jelinek, przypominająca księżnę de Guise (de domo Cohn) z poematu Janusza Szpotańskiego „Bania w Paryżu”. Księżna jest gwiazdą ruchu feministycznego, której „największe zasię jest marzenie: płci obu zrównać przyrodzenie do tego stopnia, żeby książę także zachodzić musiał w ciążę”. Swoje idee księżna głosi gdzie tylko może, między innymi – w Akademii Wojskowej w Saint Cyr: „Kadeci siedzą, dłubią w nosie, ziewają, z dzikiej nudy puchną, czują się prawie jak w areszcie i myślą sobie: kiedyż wreszcie przestanie bździć to stare próchno!”

Niestety „stare próchno” w osobie pani Elfredy Jelinek w 2004 roku dostało nagrodę Nobla, więc nie tylko nie przestało „bździć” o „walce płci” i niebezpiecznych związkach „katolicyzmu” z „antysemityzmem”, z czego dzisiaj, kiedy to Żydzi znowu mają okres dobrego fartu, można nie tylko żyć aż do śmierci, ale pławić się w sławie i luksusach – ale „bździ” nawet jakby jeszcze mocniej. Zatem włączenie elukubracji „starego próchna” na przykład do repertuaru teatralnego gwarantuje nie tylko przychylność urzędników rozdzielających forsę, ale i pozycję teatru, reżysera, a nawet aktorów.

I tak właśnie stało się we Wrocławiu, gdzie podobno, gwoli „dodania dramatyzmu” do – co tu ukrywać – monotonnych ględzeń „starego próchna”, cwani teatralni entreprenerzy postanowili uzupełnić przedstawienie elementami pornografii. Ponieważ nie bywam w domach publicznych, więc spektaklu oczywiście nie oglądałem i nie wiem, czy aktorzy już na scenie spółkują przy otwartej kurtynie, czy też tylko markują spółkowanie, albo w ostateczności – „czyny lubieżne” – ale coś musiało być na rzeczy, bo przed teatrem odbyły się demonstracje protestacyjne. Reżyser poinformował ponadto, że dom jego matki obrzucono jajkami, co w jego mniemaniu zapowiadać może jeszcze gorsze rzeczy.

Jako człowiek podejrzliwy, nie wykluczam możliwości, że reżyser dom swojej matki obrzucił jajkami sam w intencji dodania dramatyzmu nie tylko przedstawieniu, ale całej sytuacji – podobnie jak o to samo podejrzewam pana Tomasza Pietrasiewicza z Lublina, który prowadzi tam Ośrodek Brama Grodzka, koncentrujący się na tematyce żydowskiej. Gdy zainteresowanie działalnością Ośrodka słabnie, a strumień pieniędzy wysycha, zaraz nieznani sprawcy wrzucają przez okno do mieszkania pana Pietrasiewicza cegłę – „koniecznie ze swastyką” – a już następnego dnia „prasa międzynarodowa” trąbi o panu Pietrasiewiczu na cały świat, a w tej sytuacji lubelscy dygnitarze nie potrafią odmówić mu niczego. Niech by któryś spróbował mu czegoś odmówić, to „dałaby świekra ruletkę mu!” Skoro takie rzeczy udają się w Lublinie, to dlaczego nie miałyby udać się we Wrocławiu?

Na tym przykładzie potwierdza się trafność obserwacji Stefana Kisielewskiego, że socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju. Gdyby władze publiczne miały surowo zakazane subwencjonowanie teatrów i innych przedsięwzięć w branży przemysłu rozrywkowego, to teatralni entreprenerzy musieliby dostosowywać zarówno repertuar, jak i inscenizacje do oczekiwań publiczności. W przeciwnym razie firma by splajtowała – i słusznie – bo jeżeli nikt nie chce wydać pieniędzy na bilet, to znaczy, że oferta jest dziadowska i nie ma czego żałować.

Adam Grzymała-Siedlecki, będący dyrektorem teatru w Krakowie jeszcze przed I wojną światową wspomina, że kierowany przez niego teatr dawał premierę raz na tydzień i aktorzy potrafili nauczyć się roli, krawcy – uszyć kostiumy – i tak dalej. Kapitalistyczna konkurencja wymuszała wysoką wydajność i jakość pracy, a Scheiss nie był tolerowany. Grzymała-Siedlecki zdradza nawet sekret prawidłowego repertuaru. Otóż każdy dyrektor wiedział, że teatr stoi na kobietach, że mężczyźni, jeśli przychodzą do teatru, to tylko ze względu na żony lub przyjaciółki, bo w przeciwnym razie poszliby do restauracji. Dlatego doświadczeni entreprenerzy teatralni dostosowywali repertuar do gustów kobiet, a za pewniak uchodziła sztuka, w której kobieta cierpi z powodu męskiej niewierności lub przewrotności.

Dzisiejsi dyrektorzy, rozleniwieni łatwymi pieniędzmi, zatracili nie tylko gust, ale nawet instynkt samozachowawczy, więc jedynym sposobem, by odzyskali poczucie rzeczywistości, jest poddanie ich końskiej kuracji, polegającej na natychmiastowym i całkowitym odcięciu od wszelkich subwencji z publicznych pieniędzy. Bo te subwencje są również niemoralne; pieniądze rabowane biednym i porządnym ludziom są rozdawane różnym bęcwałom, by dostarczyć im rozrywki.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1440
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1103
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 804
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1059
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 371
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 650
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1123
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 478
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 858
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 452
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1007
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 662
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 597
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 722
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





no no, jak w teatrze jasełek nie ma to już od razu bezeceństwa i tania popkultura

  Hamilton,  04/12/2015

Lubię tego Stasia Michalkiewicza. On nie widział, ale wie. Zawsze tak z nim jest. No i jest o Żydach, bo jakby inaczej. Jak pisze o hot - dogach to i o karpiu po żydowsku wspomni. Musi. Raz zapomniał i zawału ponoć dostał.

  swistak  (www),  04/12/2015

@Hamilton Starszy: jest do obsadzenia rola kopulacyjna u Klaty. Mógłby się też załapać Trebor jako partner!

@swistak: trebor nie w moim typie. Wolałbym arcybiskupa Wesołowskiego, albo innego, byle w sukience.

@Hamilton Starszy: teraz to mnie zawiodłeś ... :-(

@Trebor: chyba, że żyjesz w celi bracie.

  mojra  (www),  05/12/2015

No i Świstak ich wysfatałeś!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska