Login lub e-mail Hasło   

Chcesz mieć córkę albo syna, przyślij żonę do Połczyna

Dzisiaj w leczeniu niepłodności wykorzystuje wiele różnorodnych metod wspólnego leczenia partnerów, umożliwiającą skuteczną terapię i w efekcie poczęcie urodzenie zdrowego dziecka
Wyświetlenia: 1.365 Zamieszczono 01/03/2017

W latach 70-tych leczenie niepłodności w Polsce było w powijakach i najskuteczniejszą metodą było wysłanie żony samej na wczasy (o sławnych "szwagrach" nie wspominając). Stąd powstało nawet hasło przewodnie dla niepłodnych kobiet: "Chcesz mieć córkę albo syna, jedź na wczasy do Czorsztyna". W latach 80-tych powstały już prywatne poradnie leczenia niepłodności, jednak skierowane na leczenie pojedynczych osób (kobiet lub mężczyzn) a nie par, więc leczenie (terapie) rzadko przynosiło skutek, bo nie korygowało indywidualnych planów leczenia pary.

W latach 50 – 90-tych w Sanatorium "Podhale" w Połczynie Zdroju powstał pierwszy w Polsce ośrodek leczenia niepłodności i chorób kobiecych, założony przez prof. Gromadzkiego, a niedługo potem narodziło się powiedzenie "Chcesz mieć córkę albo syna, wyślij żonę do Połczyna". Sanatorium "Podhale" to jedno z 4 obecnie sanatoriów Uzdrowiska Połczyn Zdrój. Duże złoża borowin, solanek oraz specyficzny mikroklimat, zapewniły miastu Połczyn Zdrój status uznanego uzdrowiska w całej Polsce. Sławę uzdrowisku przyniosła w II połowie XX wieku, duża skuteczność w leczeniu bezpłodności kobiet.

W leczeniu sanatoryjnym chorób ginekologicznych szeroko wykorzystuje się borowinę. Borowina stosowana jest w przypadku chorób jajników i macicy (m.in. stanów zapalnych), przedwczesnego przekwitania, leczeniu niepłodności czynnościowej, jako przygotowanie do zapłodnienia in vitro. Co prawda malkontenci wiązali znane powiedzenie: "Chcesz mieć córkę albo syna, wyślij żonę do Połczyna", nie tyle z cudownym działaniem połczyńskiej borowiny i kuracji wodami, co z faktem stacjonowania w okolicy licznych jednostek dzielnego i jurnego wojska polskiego, podówczas jeszcze LWP.

Jednak jeszcze w 2007 r., gdy byłem w kuracjuszem w "Podhalu", był tam znaczny procent młodych (dwudziesto - trzydziestoletnich) kobiet leczących się na choroby ginekologiczne oraz bezpłodność. A ponieważ wtedy nie było jeszcze młodszych kuracjuszy ZUS-owskich, więc to my młodsi kuracjusze sanatoryjni) tworzyliśmy grupę do towarzystwa młodych, niedoszłych mam. Już wtedy z moimi kolegami z pokoju wymyślaliśmy zakończenie powiedzenia, które stało się hasłem reklamowym Połczyna Zdroju: "Chcesz mieć córkę albo syna, wyślij żonę do Połczyna".

Pięć lat później w 20013 r, byłem kuracjuszem połczyńskiego sanatorium "Gryf", oddalonego od Podhala ok. 200 m. W tym czasie sanatorium "Gryf" i będące świeżo po remoncie sanatorium Irena, przejęło od niezbyt reprezentacyjnego "Podhala" większość kuracjuszek leczonych na niepłodność. A w sanatorium już tak jest, że jak sobie nie "zaklepiesz" jakiejś partnerki/partnera w pierwszym tygodniu, to najatrakcyjniejsze panie/panowie, są wkrótce zajęte/ci. Jeden z panów tak się przejął brakiem powodzenia, że pocieszenia szukał w butelce, niestety przesadził i po znalezieniu go pijanego w parku, dostał wilczy bilet i musiał wrócić do domu. Dlatego partner/partnerka w sanatorium to nie taka błaha sprawa, bo co robić całymi popołudniami i wieczorami po zabiegach, nie wspominając o sobotach i niedzielach (czyli dniach bez zabiegów). Nawet młode mężatki leczące się na niepłodność, dziękowały Bogu, że na turnusy przyjeżdżają już teraz młodsi kuracjusze ZUS-u (po urazach), bo przez trzy/cztery tygodnie można się nieźle wynudzić.

W kompleksie uzdrowiskowym "Gryf", są dwie kawiarnie na parterze i na piętrze. W każdej królowały samorzutnie obrane, królowe kuracjuszy. Na parterze wysoka, seksowna Jola, na piętrze mała, rezolutna, bardzo energiczna Aneta. Oczywiście z obydwiema się zaprzyjaźniłem, z Anetą spożywam posiłki przy jednym stole w jadalni, Jolę uczyłem pływać na basenie. Do spięcia królowych doszło na wycieczce PTTK, na ognisko z pieczeniem kiełbasek i tańcami przy muzyce. Obie wzięły udział w konkursie, na wypychanie się tyłeczkiem poza obręb koła. Obie okropne uparciuchy zacięcie walczyły, jednak Jola pojechała na wycieczkę odpicowana w szpilkach, co się dla niej źle skończyło.

Wypchnięta przez mniejszą Anetę przewróciła się, źle stąpnęła, złamała nogę powyżej kostki i pogotowie musiało zabrać ją na operację do szpitala. Przy okazji okazało się, że Jola przyjechała do sanatorium z mamą, którą ze względu na zaawansowaną demencję musiała się przez cały czas opiekować. Jej przeciwniczka pojechała z nią do szpitala i załatwiła, że matce Joli przynoszono posiłki do pokoju, jednak nie mogła się nią cały czas opiekować. Spowodowało to, że mama Joli gdzieś wyszła i szukało ją całe uzdrowisko. Mamę Joli znaleziono dopiero na drugi dzień, cztery pokoje dalej u znajomej.

No i stało się zadość sprawiedliwości, bo w tańcu upadła także królowa kawiarni na piętrze Aneta. Potrącił ją w tańcu jakiś potężny mężczyzna, tak że upadła na rękę, boleśnie ją sobie wybiła. Pierwszy tydzień spędziłem dość ciekawie, było się z kim bawić, a tu obydwie moje partnerki (do tańca, pływania i spacerów) poszkodowane. Jeszcze mój współlokator poznał kuracjuszkę Bogusię, załatwił sobie jedynkę i się wyprowadził. A w sanatorium już tak jest, że tylko w pierwszym tygodniu możesz liczyć na interesującego partnera/kę.

Mi się nie poszczęściło (jedna po szpitalu wyjechała, druga przestała się udzielać rozrywkowo), więc pozostało mi tylko wymyślanie następnych "ulepszonych" wersji dokończenia hasła przewodniego Połczyna, np. w formie limeryków... Chcesz mieć córkę albo syna, wyślij żonę do Połczyna. Tam zabiegów weźmie wiele. Nawet krzako terapię po mszy w kościele. I będzie miała synka twoja dziewczynka.

Dzisiaj jak pisze Misja Ciąża niepłodność można leczyć "w zależności od jej przyczyn”, farmakologicznie, operacyjnie lub z zastosowaniem metod rozrodu wspomaganego. Metodami, które są pomocne w przypadku niepłodności zarówno damskiej jak i męskiej są inseminacja domaciczna i zapłodnienie in vitro".

Podobne artykuły


23
komentarze: 83 | wyświetlenia: 1179
17
komentarze: 109 | wyświetlenia: 2477
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1087
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1374
14
komentarze: 22 | wyświetlenia: 1657
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2317
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 661
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1476
13
komentarze: 119 | wyświetlenia: 586
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 736
13
komentarze: 65 | wyświetlenia: 2237
13
komentarze: 33 | wyświetlenia: 515
13
komentarze: 134 | wyświetlenia: 1480
13
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1237
 
Autor
Artykuł



Ten artykuł uzyskał 6260 odsłon w wiadomościach24.pl i 2270 odsłon w interia360.pl. Razem 8530 odsłon.

  liwa,  01/03/2017

@Zdzisław Sadowski: jakże cenne informacje, i takie tajne... nie powinieneś ujawniać, to niebezpieczne...

  Kitek,  04/03/2017

Przed wojną „bezpłodne” panie wyjeżdżały na bocianówkę.

W Połczynie byłem, i niejedną zapłodniłem.

  zgred,  16/04/2018

Cholera, ja też tam byłem i też kilka zapłodnilem



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska