Login lub e-mail Hasło   

Skarbnica wiedzy

Talent i wiedza: jeżeli twórca, naukowiec czy badacz nie podzieli się nią ze społeczeństwem, jest tylko straconą szansą, jest bezwartościowa
Wyświetlenia: 1.446 Zamieszczono 14/04/2017

Z okazji mojego pisania kronik, rysów historycznych, monografii itp., na konkurs Szczecińskiego Towarzystwa Kultury „Dzieje szczecińskich rodzin”, należę do grupy twórców przy STK. Spotykamy się w pierwsze środy miesiąca, aby podzielić się naszymi dokonaniami, wątpliwościami, czy też po prostu porozmawiać o naszych problemach dotyczących np.: tworzenia kronik rodzinnych.

 

Na jednym z takich spotkań, swoje problemy przedstawił zapalony kronikarz pewnej rodziny. Powiedział, że miał wiele problemów z napisaniem kroniki, a także już po jej napisaniu i częściowej publikacji w Internecie. Od rodziny i kuzynostwa udało mu się z trudem wyciągnąć daty urodzin, ślubów, narodzin dzieci, ewentualnie zgonów rodziców, ale już na więcej informacji szczegółowych (np.: gdzie kto pracuje, jakie są jego zainteresowania, hobby, jak się poznali, jak poznali się rodzice) nie mógł liczyć.

 

Wszyscy odsyłali go do wiekowej ciotki, ostatniej żyjącej z pokolenia dziadków, że ona to jakoby „skarbnica wiedzy o rodzinie”. Ponieważ nie chciał, aby jego kronika składała się tylko z suchych dat urodzin, ślubów, narodzin dzieci i zgonów wybrał się do wiekowej ciotki, aby nazbierać trochę barwnej treści do swojej kroniki. Jednak spotkało go niemiłe rozczarowanie „skarbnica wiedzy o rodzinie” dowiedziawszy się, że chce pisać kronikę rodziny, nie puściła „pary z ust”.

 

Być może, była to ostatnia okazja w jej życiu, aby podzielić się z autorem kroniki rodziny, z rodziną, swoimi wiadomościami o historii rodziny, jednak z jakichś niezrozumiałych powodów odmówiła. Zdegustowany kronikarz rodziny, klął pod nosem "co mi z takiej „skarbnicy wiedzy o rodzinie”, która swoją wiedzę zabierze do grobu". W złości powiedział, kto dzisiaj znałby muzykę: Fryderyka Chopina, Beethovena, Mozarta, Brahmsa, Bacha, teorie: Karola Darwina, Alberta Einsteina itp., gdyby się nią nie podzielili ze społeczeństwem.

Jaka korzyść ze „skarbnicy wiedzy o rodzinie”, jeżeli nie przekaże tej wiedzy, następnym pokoleniom. W końcu różnymi sposobami i podstępami wyciągnął od kuzynów i kuzynek trochę informacji o rodzinie i napisał trochę okrojoną wersję swojej kroniki. A nawet pierwszą część kroniki: „Rodowód” opublikował w Internecie. No i zaczęły się telefony od rodziny z pretensjami. Jedni dzwonili, bo niepochlebnie napisał o miganiu się jednej kuzynki od pracy, drudzy, że ujawniając daty urodzin dzieci, wyszło na jaw, że dziecko było przedślubne, następni, że napisał o tym ile jeden z zatwardziałych kawalerów miał dziewczyn (kobiet), kolejni, że ujawnił zbyt wiele „intymnych” szczegółów z życia rodziny.

 

Dzwonili do niego nawet dalecy kuzyni, o których rodzinie napisał tylko dwa zdania (nie zdobył więcej informacji), że ośmiesza nieżyjących już członków rodziny (aby nadać kronice trochę barwy, opisał jakąś śmieszną sytuację). Jeden z kuzynów napisał mu nawet przykry list, że na pamięć swojego zmarłego ojca, on i jego siostry nie życzą sobie, aby w tej pseudo genealogii było szargane imię ich ojca i rozpowszechniane wśród rodziny kalumnie na jego temat. W tym momencie naprawdę zaczął zastanawiać się, czy taka małostkowa i zacietrzewiona rodzina, jest warta jego trudu uczynienia jej „nieśmiertelną”.

Chociaż początkowo chciał uzupełniać informacje o rodowodzie rodziny, doszedł do wniosku, że nie będzie już szukał dalszych informacji i w kronice skupi się na swojej własnej rodzinie, bo nawet jego własna siostra miała do niego pretensje, że ujawnił zbyt wiele „intymnych” informacji. Nie wracając już do sprawy „skarbnicy wiedzy”, zastanawiał się jak mogły powstać ewangelie, żywoty świętych, kroniki, sagi rodzinne, biografie itp., jeżeli opisywani żyjący ich bohaterzy, lub ich potomni zarzucali autorów pretensjami o każde napisane przez nich słowo. Autorzy nie mogli by pisać po swojemu, tylko według dyktanda bohaterów.

 

Ale przecież te dzieła nie składają się tylko z dat urodzin, ślubów itp. Są to ciekawe, nieraz barwne opowieści, czym bardziej barwne zresztą tym więcej zyskują czytelników. Po tych wynurzeniach kolegi kronikarza, przyznaliśmy mu w jednym rację, że talent i wiedza: jeżeli twórca, naukowiec czy badacz nie podzieli się nią ze społeczeństwem, jest tylko straconą szansą, jest bezwartościowa. Uznaliśmy też, że autor ma prawo do swojego punktu widzenia na opisywane sprawy, osoby postronne nie mogą autorowi dyktować co, o czym i jak ma pisać.

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1469
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1579
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2040
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1200
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2805
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2409
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1137
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1439
10
komentarze: 156 | wyświetlenia: 794
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 971
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2316
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 671
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 526
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Panie Zdziśku zmuszon żem po przeczytaniu pańskiego art....dać plusa..choć z jednym się zgodzić nie mogę...do bibliotek jeszcze chadzamy i bynajmniej nie "na komputer"...heh

  Hamilton,  14/04/2017

Naderwane wiązadła lewej nogi, naderwanie mięśnia uda prawej nogi, wysięki w obydwu kolanach to chyba efekt tego, że padasz przed lustrem na kolana jak się w nim zobaczysz. Więcej dystansu do siebie i nogi będą sprawniejsze. Chyba, że przyplątało się płaskostopie zwane platfusem.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska