Login lub e-mail Hasło   

Zakonnik i Cyganka

Cyganie grali, dziewczyna tańczyła, a bracia zakonni klaskali w rytm muzyki, jakby chcieli zapomnieć o tym świecie, o postach, umartwianiu się, nocnych modlitwach i nędznym życiu.
Wyświetlenia: 278 Zamieszczono 07/05/2017

***

   Wieczorem, kiedy już zakończyło się ostatnie nabożeństwo ku czci św. Marcina – patrona od miłosierdzia, zaczął padać deszcz, szumiał wiatr, zrobiło się ciemno i grzmiało. Wydawało się, że chmury przyciągają z sobą coś złowieszczego, albo i smutnego. Wtedy to do bram klasztoru ojców franciszkanów zapukało kilku zziębniętych i przemoczonych deszczem ludzi. Było to trzech mężczyzn i młoda, urocza dziewczyna. Wszyscy cygańskiej krwi, przebrani w stroje taneczne, tak jakby wracali z jakiegoś wieczornego ludowego festynu. Przybyłym towarzyszył stary koń, który ciągnął za sobą wózek z tobołkami.
- Wielebni ojcowie, jest zimno! Prosimy o trochę ciepłej strawy i nocleg – powiedział najstarszy z Cyganów. Brat od furty klasztornej zawołał ojca przeora, a ten widząc biednych ludzi i wspominając świętego Marcina, ulitował się nad nimi.
- Dzień miłosierdzia, więc i wy go dostąpicie – rzekł spokojnie przeor, kazał gości wraz z koniem umieścić w stajni i nakarmić. Burzliwa noc przeminęła szybko, bo już nad ranem jaśniało ciepłymi promieniami słonecznymi. Ze stajni wyszła cygańska dziewczyna, i jakby zapominając, że jest przy klasztorze, zaczęła czesać swoje długie, czarne włosy i zdobić je klejnotami. Zauważył to przez okno brat Marcin, młody zakonnik, pełen siły i nawet uroku. Serce ścisnęło mu mocno i widząc uroczą niewiastę, zaczął się modlić o odstąpienie pokusy. Jednakże stawała się ona coraz silniejsza, tak mocna, że brat Marcin poczerwieniał na widok kobiety, a potem z hukiem zatrzasnął okno.
Cygańska trupa i ich koń opuścili stajnie, po tym, jak dostali coś do jedzenia. Starszy Cygan, chociaż po nim nie było widać, że może mieć dobre maniery, włożył czerwony kapelusz na głowę i poszedł do przeora.
- Wielebny ojcze, dobrze nam tu było i wdzięczni jesteśmy za gościnę, jednakże nie mamy czym zapłacić – powiedział spokojnie i dostojnie niczym jakiś szlachcic.
- O zapłatę nam nie chodzi, bo przecież franciszkanami jesteśmy, a naszą dewizą jest miłosierdzie. Pamięć jeno po sobie dobrą zostawicie, jeśli… - tu przeor przerwał, na chwilę się zawahał, jakby coś przeczuwał.
- Jeśli wam, ojcowie, zagramy, zatańczymy i zaśpiewamy! – radośnie dokończył Cygan.
- To przecież klasztor i miejsce skupienia, ale skoro teraz jest karnawał, a wczoraj był odpust św. Marcina, zatem niech się tak stanie ku radości współbraci i służby – uśmiechnął się tajemniczo przeor, lecz po chwili posmutniał świadomy tego, że tu chyba nie o tańce i radość chodzi.
   W południe po odśpiewaniu modlitwy Anioł Pański zakonnicy zebrali się przed klasztorem, oczekując na cygańskie przedstawienie. Stary Cygan trzymał w ręce skrzypce i żwawo pociągał smyczkiem, drugi postukiwał w bębenki, a trzeci grał na fujarce. I tak wspólnie wygrali skoczne rytmy, a kiedy już widzowie rozweselili się, to wbiegła przed cygańskimi muzykantami owa piękna dziewczyna. Zamilkli wszyscy i spoważnieli, a zauważywszy to Cyganie, wstrzymali na chwile granie. Oto bowiem dziewczyna ubrana w czarną suknię, wąską i obcisłą tak mocno, że widać było jej najbardziej pociągające kształty, trzymała w ręce czerwoną dużą, jedwabną chustę z czarnymi frędzlami i zaczęła ją wymachiwać w rytm muzyki i tańca. W jej uszach wsiały dzwoniące i mieniące się w promieniach słońca złociste kolczyki. Jej usta czerwone od szminki i zaokrąglone od uśmiechu, rozsiewały wokół radość, a u niektórych nawet wzbudzały pożądanie.
Tylko brat Marcin stał cicho i pokornie. Wpatrywał się tajemniczo w tańczącą Cygankę. Po chwili poczerwieniał i łzy mu spłynęły. Odwrócił się i odszedł do klasztoru.
   Cyganie grali, dziewczyna tańczyła, a bracia zakonni i gawiedź klaskali w rytm muzyki, jakby chcieli zapomnieć o tym świecie, o postach, umartwianiu się, nocnych modlitwach i nędznym życiu.
Tego popołudnia i przez dzień następny daremnie szukano brata Marcina. Po dwóch dniach przeor otrzymał list:

Wielebny Ojcze!
Życie to nie cierpienie, ono jest radością,
taką samą jak miłość a miłość nigdy nie powinna pochodzić z cierpienia!
Wróciłem do życia i tak niech pozostanie.
Marcin.

Życie to radość, to miłość mężczyzny i kobiety. Stara to prawda, która umiera w murach klasztornych, w ciszy i samotności przeżerającej duszę, w wiecznym poszukiwaniu szczęścia w zaświatach, lecz na próżno.
   Przez następne kilka dni w okolicy chłopi rozprawiali o wizycie w klasztorze cygańskiej trupy muzyków i mówiono, że było to trzech Cyganów, piękna dziewczyna i jakiś młodzieniec z zakonną tonsurą na głowie, lecz bez habitu.

*

 Na temat moich książek zob. : www.marek-sikorski-autor.blog.pl

*

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1165
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1017
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1043
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1183
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 868
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1149
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 833
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1110
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 799
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 986
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 766
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 695
10
komentarze: 40 | wyświetlenia: 687
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 814
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 756
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Komentarz techniczny ...
' zimo!' - zimno !

@Koriolan:
***
Dziękuję i pozdrawiam!
MS

Opowiastka fajnie, lekko napisana. Co prawda nie ma w niej niczego odkrywczego ale dobrze się czyta i morał też jest odpowiedni :-)))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska