Login lub e-mail Hasło   

Co mówi o Polsce świat? Kulisy manipulacji

(fot. B.K. Dewey / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0)) Echa ze świata. Stała rubryka większości polskich portali, gazet, stacj...
Wyświetlenia: 231 Zamieszczono 11/01/2018

 

 
 
(fot. B.K. Dewey / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0))
 

Echa ze świata. Stała rubryka większości polskich portali, gazet, stacji telewizyjnych i radiowych."Zobaczmy co dzisiaj napisała niemiecka prasa". A co takiego napisała? Pewnie wszystko. Spójrzmy na polski rynek prasy i zastanówmy się czy nie jesteśmy w stanie znaleźć dowolnej opinii na dowolny temat. Tygodników opinii mamy kilkadziesiąt - wystarczy sobie wybrać którykolwiek z nich i mamy cały przekrój tekstów od prawa do lewa, od pochwał po krytykę i od prawdy po kłamstwa.

 

Były Minister Spraw Wewnętrznych Rosji, Borys Gryzłow sformułował kiedyś zasadę "Społeczeństwo nie może być lepsze niż informacje, jakie otrzymuje". 

 

W książce "Nie tylko Fakty" (wyd. Rosner i Wspólnicy, 2004) Tomasz Lis opisał mechanizm powstawania "ech z zagranicy". Jako polski korespondent w USA otrzymywał on telefon z Warszawy z zamówieniem przedstawienia reakcji amerykańskiej prasy na np. polską aferę z pedofilem. Lis nie mógł uwierzyć własnym uszom, że ktoś w Polsce naprawdę myśli iż New York Times interesuje się takimi sprawami, gdzieś w odległym i mało istotnym, z ich punktu widzenia, kraju, cyt. "każdy korespondent wie, jak bardzo syzyfowe jest przekonanie kolegów (..), że guzik kogokolwiek w Ameryce obchodzi to co jest dla nich najważniejszą sprawą na świecie". Następnie Lis zrezygnowany przyznaje, iż czasem nacisk na "echa" był tak duży, że musiał "wziąć się do roboty i podjąć najczęściej karkołomne zadanie zebrania z nędznych okruchów agencyjnych doniesień z nadwiślańskiego kraju czegoś, co mogło sprawiać wrażenie "ech polskich wydarzeń"". W tym momencie w książce pojawia się krótki opis "ech polskich wydarzeń" nadawanych przez PRL-owski Dziennik Telewizyjny, który łączył się ze swoimi korespondentami w Moskwie czy Ułan Bator, prosząc ich o relację. Według Lisa w Polsce w roku 2004 wyglądało to tak; "(..) w Waszyngtonie można znaleźć co najwyżej agencyjne strzępy. Autorami strzępów zwykle są dziennikarze agencji AP czy UPI, zwykle koledzy moich koleżanek czy kolegów, którzy poprosili mnie o echa. Ich depesze są pisane z tego samego Sejmu czy URM-u (…). Depesze agencji zachodnich nie są więc ani na jotę więcej warte niż to, co każdy może przeczytać w "Wyborczej" czy w "Rzeczpospolitej" ale (..) po drodze z Warszawy do Waszyngtonu i z powrotem zamieniają się w echa".

 

Tak było w 2004 roku, a jak wygląda to dzisiaj? Zachodnie media są jeszcze mniej zainteresowane polskimi sprawami. Nie pisze się tam o naszym kraju więcej niż w polskiej prasie o Rumunii, Słowacji czy Litwie, które przecież są nam geopolitycznie bliższe niż Hiszpania czy Francja.


Czy przeciętny Polak zna nazwisko premiera Bułgarii?
Czy potrafi powiedzieć coś o gospodarce Łotwy albo reformach w Czechach?
Czy potrafi wymienić nazwę choćby jednej partii politycznej z krajów naszego regionu (poza Węgrami, którymi straszy większość redakcji)?
Tyle samo, a nawet mniej, typowy Francuz wie o Polsce.

 

Ten brak zainteresowania ze strony zachodniej prasy polskimi sprawami musiał spędzać sen z powiek naszym rodzimym specom od przekonywania Polaków, że zachód troszczy się o to aby u nas było normalnie i europejsko oraz pouczania nas według zasady "co sobie Europa pomyśli". W Polsce wytworzono bowiem w społeczeństwie przekonanie, że to co mówi o nas zachodnia prasa jest niezwykle istotne i dobre dla Polski. Przecież oni z pewnością nie mówią tego z punktu widzenia interesów swoich tylko naszych, dlatego powinniśmy uważnie wsłuchiwać się w głos zza zachodniej granicy i stosować do wskazówek. Jeśli klepią po plecach jakiegoś polityka to znaczy, że jest on mężem stanu, jeśli innego krytykują, to pewnie działa na szkodę kraju. Jeśli mówią, że powinniśmy wesprzeć finansowo ich wspólną walutę… i tak dalej. Sprawdzony sposób, od lat stosowany "zagranico powiedzieli", a jak powiedzieli to pewnie mają rację.

 

Ale skoro zachód pisze o nas od wielkiego dzwonu, w ogóle nie zajmując się sprawami polskimi ale to ich pisanie tak dobrze działa na opinię Polaków, to czy w takiej sytuacji to co mówi o nas Zachód (zwłaszcza że bardzo mało mówi) można zostawić przypadkowi i faktycznej, realnej, nawet subiektywnej ocenie? Nie, nie można.

 

Tomasz Lis opisał, że "echa z zagranicy" powstawały przeważnie w Warszawie na komputerach kolegów polskich dziennikarzy. Już ponad dekadę temu był to spaczony obraz Polski, z uwagi na relację bardzo subiektywną, zbieżną z tym co pisała polska prasa, która następnie przedstawiała opinie swoich przyjaciół lub własnych redaktorów jako "wyważony i obiektywny głos z Zachodu, który jest dokładnie taki sam jak w naszej gazecie, zatem jak widzicie drodzy czytelnicy, mamy rację i poparcie zagranicą". Ta metoda została dziś udoskonalona, dziś to nasi rodacy sami piszą teksty do angielskich, niemieckich, amerykańskich czy francuskich gazet, które następnie w Polsce są przedstawiane jako "opinie ze świata".

 

Brzmi jak teoria spiskowa? Poniżej konkretne przykłady:

 

1) 9 października 2013, Onet.pl, artykuł pt. "Zagraniczne media piszą o kontrowersyjnej wypowiedzi arcybiskupa Michalika".
Zacytujmy "Polski arcybiskup uważa, że pedofilia to skutek rozwodów rodziców"; "Według polskiego arcybiskupa dziecko szukające miłości winne jest bycia ofiarą pedofilii" - grzmią nagłówki zagranicznych mediów. "Począwszy od Reutersa, przez DailyMail, AFP i Huffington Post - wszystkie media krytykują wczorajsze słowa arcybiskupa Józefa Michalika."
Onet sam pokazuje zrzuty ekranów z tych nagłówków, przyglądamy się - nasza rodaczka Dagmara Leszkowicz, korespondentka Reutersa, The Daily Star oraz Independent.

 

2) 10 stycznia 2014, gazeta.pl, artykuł zatytułowany "Niemiecka prasa: Polscy biskupi wzywają do łamania artykułu 33 Konstytucji" - lewicowy niemiecki dziennik "Neues Deutschland" zarzuca polskim biskupom(…)".
Tekst oskarżający biskupów o to, że piętnując "ideologię gender", wzywają do dyskryminacji kobiet, wyszedł spod pióra Juliana Bartosza, wg Wikipedii byłego członka PZPR, publicysty lewicowego "Przeglądu". Pisywał również do "Polityki", "Trybuny" oraz kilku niemieckich gazet. Tym razem wyjątkowo pojawiło się nazwisko autora, szkoda tylko że nadal ten tekst przedstawiany jest jako głos niemieckiej prasy. Oczywiście w artykule nie mogło zabraknąć odpowiednich zdań jak: "niemiecki dziennik zarzuca".

 

3) 15 lutego 2014, gazeta.pl, artykuł ma tytuł "Suddeutsche Zeitung: Niemcy doganiają Polskę w braku tolerancji - monachijska gazeta pisze (…)".
Tym razem ‚monachijska gazeta pisze’ o wzorcu z Sevre pod Paryżem dla polskiej specjalności czyli nietolerancji, piórem polskiej tłumaczki literatury niemieckiej Agnieszki Kowaluk.

 

4) 16 lutego 2014, Onet.pl, dział "światowe media o Polsce", artykuł pt.Agata Pyzik, współpracująca m.in. z Krytyką Polityczną.

 

5) 11 kwietnia 2014,  Gazeta.pl, artykuł: "Die Welt: Dla Kaczyńskiego świat zewnętrzny oznaczaniebezpieczeństwo"
Kto tym razem? Niejaka Julia Szyndzielorz, kiedyś Newsweek i Fakt, a także praktykantka odpowiedzialna "za dobór publiczności do programu ‚Tomasz Lis na żywo’" (jak widać nie każdy może tam wejść, najpierw trzeba zdać test u Julii z umiejętności oklaskiwania tego co trzeba).
W tekście nie omieszkano wyczerpująco poinformować czytelnika, że: ""niemiecka gazeta pisze, Die Welt zauważa, zaznacza" aż wreszcie "podsumowuje". Pani Julia wczuwają się w rolę pod niemieckiego dziennikarza wyładowuje swoje frustracje na polskim "zacofanym społeczeństwie". Bardzo dyskretnie udaje jej się też napisać ten tekst dokładnie w rocznicę katastrofy smoleńskiej. 

 

6) Jednak to nie jedyny występ Julii Szyndzielorz na łamach "Die Welt".
2 czerwca 2014, Onet.pl i tekst pod tytułem: "Die Welt: polscy lekarze stawiają Biblię ponad prawa pacjenta".
"Niemiecki dziennik pisze", "niemiecka gazeta informuje", "zaznacza Die Welt", "przypomina dziennik", "czytamy na łamach gazety". Tak dużo informacji o samej gazecie tylko z niewiadomych przyczyn zabrakło najważniejszej, autora tekstu. Wyobrażacie sobie, że onet.pl cytuje, dajmy na to, tekst Tomasza Lisa i ogranicza się jedynie do sformułowań "Newsweek pisze", "zdaniem tygodnika" nie informując czytelników, że tekst wyszedł spod pióra Lisa? Tutaj jakimś ‚przypadkiem’ tej informacji zabrakło.
A to pewnie dlatego, że głupio byłoby powiedzieć czytelnikom "niemiecki dziennik czyli Julia Szyndzielorz pisze"
No dobrze, ktoś mógłby powiedzieć "piszą Polacy dla zachodnich gazet o sprawach polskich, bo według tamtych redakcji, najlepiej znają polskie realia". Co zatem powiedzieć o czterech kolejnych przypadkach? Istne perpetuum mobile?

 

7) 22 marca 2013, natemat.pl, artykuł o tytule "New York Times" napisał o tęczy z placu Zbawiciela. "To część wojny o homoseksualizm".
Tradycyjne frazy jak: "NYT napisał, w artykule przypomniano" mające wywołać odpowiednie wrażenie. Autorka tekstu z NYT z 21 marca 2013 to Hanna Kozłowska, reporterka m.in. NYT, International Herald Tribune, Huffington Post oraz posiadająca własną podstronę z publikacjami na… natemat.pl.

 

8) 29 maja 2013, gazeta.pl, artykuł: "New York Times" o "Smoleńsku" Krauzego: Będzie polityczna maskarada?"
Autorem tekstu w NYT są wspólnie Dan Bilefsky oraz Joanna Berendt, wówczas redaktorka Gazety Wyborczej, która następnie artykuł przedrukowała na swoje łamy informując czytelników iż np. "amerykański dziennik (..) przyznaje: "ilość spiskowych teorii jest zawrotna" oraz "Dziennik sporo miejsca poświęca też "Anatomii upadku" Anity Gargas, zauważając, że "wartka akcja" i "emocjonalne zdjęcia" przyciągnęły przed telewizory trzy miliony widzów, a z kolei wyważony dokument National Geographic spotkał się z oskarżeniami o sianie rosyjskiej propagandy."
Joanna Berendt ma na swoim koncie też inne teksty dla NYT, które później pojawiły się w polskiej prasie jako "głos z Ameryki", m.in. artykuł na temat filmu o Lechu Wałęsie, który jest jej zdaniem"pomnikiem dla narodu".

 

9) Z Danem Bilefskym współpracował również inny człowiek Gazety Wyborczej, Mateusz Żurawik.
8 sierpnia 2013 napisali wspólnie tekst o Jarosławie Kaczyńskim, który dzień później na portalu gazeta.pl pojawił się pod tytułem "New York Times": Kaczyński, przebiegły strateg, powraca na sondażowej fali".
Z tekstu mogliśmy się dowiedzieć, m.in. że "dziennik "New York Times" lidera PiS określa mianem "przebiegłego stratega" czy "Według "NYT" możliwe ponowne dojście byłego premiera do władzy wpisuje się w powrót populizmu". Tak oto tekst autorstwa redaktora Gazety Wyborczej wędruje za ocean i ląduje z powrotem na jej łamach, zamieniając się w "reakcję nowojorskiej prasy na wydarzenia w Polsce".

 

9a) Jednak to nie jest jedyny występ Mateusza Żurawika na łamach NYT.

Już 24 kwietnia 2010, 24-letni wówczas Żurawik, był dobrym kandydatem dla amerykańskiej prasy na przedstawienie opinii, że "Polacy nie chcą Kaczyńskiego na Wawelu". Pikanterii dodaje fakt, że Żurawik w chwili gdy wypowiadał te słowa był, według jego profilu na Linkedin, krakowskim korespondentem… "Echa Moskwy".

 

10) Na koniec zostaje przypadek najciekawszy. Piotr Smolar, korespondent Guardiana oraz francuskiego Le Monde.

Jego tekst dla Le Monde z 31 października 2012 został nad Wisłą przedstawiony na stronie gazeta.pl dzień później, w dniu Wszystkich Świętych pod tytułem: "Le Monde": Polska psychodrama wokół katastrofy w Smoleńsku".
W artykule aż roi się sformułowań sugerujących, że to opinia Francuzów, takich jak "Le Monde podkreśla, według francuskiej gazety, zdaniem Le Monde, francuski dziennik konkluduje" i przede wszystkim w całości wprowadzający fragment "Najbardziej prestiżowy francuski dziennik "Le Monde" określa jako "psychodramę" i "polityczną histerię" atmosferę w Polsce po publikacji "Rzeczpospolitej" w sprawie katastrofy smoleńskiej. Gazeta nazywa Jarosława Kaczyńskiego "radykalnym populistą"."

 

W następnym zdaniu pojawia się jednak inny, bardzo ciekawy fragment, "Opiniotwórcza popołudniówka jest jedyną spośród czołowych francuskich gazet, która skomentowała sytuację w Polsce po doniesieniach "Rz" dotyczących katastrofy polskiego tupolewa z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie." Oznacza to ni mniej ni więcej niż to, że poza Piotrem Smolarem, w głównych francuskich dziennikach, nikt nie zainteresował się tym tematem.
Dodajmy, dosyć istotnym tematem, jaką jest przecież katastrofa lotnicza z udziałem prezydenta kraju Unii Europejskiej. W takim razie gdyby Piotr Smolar nie napisał swojego artykułu, Gazeta Wyborcza ani inne polskie media nie miałyby żadnej możliwości na przedstawienie "spojrzenia z Francji".

 

Piotr Smolar zatem w pojedynkę stworzył "opinie znad Sekwany" odnośnie tekstu Cezarego Gmyza w Rzeczpospolitej. Czy może być lepszy przykład, tego jak w dzisiejszych mediach powstają tzw. echa z zagranicy?

 

Zatrzymajmy się jeszcze na moment przy nazwisku Smolar. Piotr jak już wiemy jest dziennikarzem, jego wuj zainicjował koncepcję Inforadia (dziś TOK FM,) które jest własnością Agory, podobnie jak Gazeta Wyborcza cytująca Piotra. Zaś ojciec Piotra to Eugeniusz Smolar, prezes Fundacji Batorego. W Zarządzie i Radzie Fundacji zasiadają m.in. ludzie Agory (w tym najważniejsi jak Helena Łuczywo czy Andrzej Rapaczyński), a także…. politycy związani z Platformą Obywatelską (Jan Krzysztof Bielecki, Bogdan Borusewicz, Andrzej Olechowski, Hanna Suchocka). Z kolei darczyńcami instytucjonalnymi Fundacji są m.in. Fundacja Agory, Agora oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych.


Powróćmy jednak do głównego wątku. Powyżej zgromadzono dziesięć przykładów tekstów pisanych w zachodniej prasie przez lub przy wydatnej współpracy Polaków, które zostały później przedstawione w Polsce jako "echa ze światowej prasy".

 

W linku poniżej lista wszystkich wyłapanych manipulacji:

http://www.zelaznalogika.net/wiodace-media/zagranico/

 

Wspólnym mianownikiem wszystkich tych publikacji jest pisanie tekstów zgodnie z linią programową głównych polskich mediów, na czele z Gazetą Wyborczą. Teksty albo atakują kościół, albo piętnują polską nietolerancję i zacofanie, albo są krytyczne wobec polskiej opozycji. Z kolei wspólnym mianownikiem przedruków tych artykułów w naszych mediach jest prezentowanie ich, jako faktyczne zdanie prasy zachodniej poprzez stosowanie odpowiednich sformułowań ("zdaniem niemieckiej gazety"etc.) oraz sprawianie wrażenia, iż na zachodzie sprawy Polski bardziej interesują ludzi bardziej niż jest w rzeczywistości, przy czym to zainteresowanie przejawia się w potępieniu polskich przywar oraz ludzi myślących inaczej niż Gazeta Wyborcza.


Na koniec należałoby zadać kilka pytań:

 

Dlaczego Polakom wmawia się że zdanie z zachodu jest dla nich ważne?

 

Dlaczego Polakom przedstawia się opinie ich rodaków jako recenzja z USA, Niemiec czy Anglii?

 

Dlaczego polską opinię publiczną próbuje się kreować stosując tak obrzydliwą manipulację?

 

Czy pisanie podobnych artykułów do prasy zachodniej przez polskich publicystów nie jest psuciem wizerunku i działaniem na szkodę naszego kraju?

 

I wreszcie, czy manipulowanie świadomością czytelników i kreowanie rzeczywistości do tego stopnia, że Polacy żyją w przekonaniu, iż cały świat wciąż się z nich śmieje jest standardem dziennikarskim na miarę XXI wieku?

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1234
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1593
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1016
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 847
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 956
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 888
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 932
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 768
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 766
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 885
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 551
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 523
 
Autor
Dodał do zasobów: milord36
Artykuł

Powiązane tematy





Po to by pokazać, że Polacy to taki łatwowierny naród, którym łatwo manipulować. Zawsze istniała i podtrzymywana jest w Polsce, obiegowa opinia, że to, co zagraniczne jest lepsze - i jest tak w istocie jeśli przyjrzymy sie różnicy w jakości tych samych produktów sprzedawanych w Polsce i na Zachodzie. Utwierdzanie nas w przekonaniu, że jesteśmy obywatelami świata drugiej kategorii, jest spadkiem si ...  wyświetl więcej

Tak idiotycznych belek "informacyjnych" na ekranie TVP nie było nawet w PRL. Biją rekordy głupoty za pieniądze podatników.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska