Login lub e-mail Hasło   

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie

Żeby chorować musisz mieć zdrowie i… stalowe nerwy
Wyświetlenia: 981 Zamieszczono 15/02/2018

Przychodzi baba do lekarza… w sumie tak chyba powinien się zaczynać ten artykuł, bo… jestem babą i do lekarza poszłam. I w zasadzie na tym mógłby się skończyć, bo poszłam, ale nie doszłam. Nie pierwszy raz zresztą. Ze wszystkich moich wad, ta największa to niecierpliwość. Po dwóch godzinach czekania, łapie mnie delirka i trafia mnie cholera. A, że numerków nie ma, to mogę liczyć li i jedynie na kurtuazję lekarza. Próbuję łapać oddech, ale płuca już dawno wyplute, leżą gdzieś pomiędzy pracą, a domem. Próbuję myśleć, ale mózg wykichałam gdzieś pomiędzy niedzielą, a środą. Czekam… Bezmózga, bezwolna baba, siedzi i czeka, aż otworzą się drzwi gabinetu i ją wezwą. Nic takiego się jednak nie dzieje. Nie była tu dwa lata i nic się nie zmieniło.

Nasza „służba zdrowia” już dawno powinna zostać przemianowana. Ani to służba, bo nie służy, ani zdrowia, bo nie leczy.

Lata temu zostałam zabrana przez pogotowie z pracy. Straciłam przytomność (był to wynik wcześniejszego upadku na nartach, dość poważnego), trafiłam na SOR. Czekam na Panią Neurolog jak na zbawienie. Lekko przestraszona moim przestawianiem się obrazu w oczach. Boję się. I oto wchodzi. Patrzy na mnie i słyszę:

-Ale po co wy mnie wezwaliście? Przecież od razu widać, że ona jest w ciąży.

Do tej pory ciąża owa mi się nie objawiła. Ale podziwiam Panią doktor, za oko.

 Ja i moje 45 kilo żywej wagi, musiało ową ciążę zasugerować. Bo przecież nie objawy: ostry ból głowy w części potylicznej oraz utrata przytomności.

Mało wiem. Jestem nauczycielem, nie lekarzem. Ale kiedy ktoś przychodzi do mnie z problemem dotyczącym jego dziecka, nie stawiam diagnozy na wyrost, Szukam, pytam, robię wywiad, a jestem tylko nauczycielem przedszkolnym. I jestem świadoma jak wiele złego mogę wyrządzić złą diagnozą, albo jej brakiem.

Nie wyciągam wniosków na oko.

Czy to mój błąd, że oczekuję tego samego?

Owych przykładów jest bez liku. Obecnie moi najbliżsi przechodzą przez piekło szpitalne. Tak nie powinno być.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1433
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1099
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 798
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1053
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 366
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 475
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1114
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 851
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 643
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 659
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 985
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 447
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1457
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 701
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Hamilton,  15/02/2018

Młodzi chcą być piękni, dojrzali chcą być bogaci, a potem wystarcza nam tylko zdrowie.

  erin,  16/02/2018

@Hamilton Starszy: aż zdrowie, bo bez niego ciężko być naprawdę szcześliwym. Można, ale ciężko.

  vivi91,  15/02/2018

eh to zdrowie zdrowie... mam jakąś czarną serie ostatnio i naprawdę marzę o wiośnie, słońcu i lepszych dniach:(

  erin,  16/02/2018

@VIVI.: słońce znowu zaświeci, a czarna seria sie skończy. Jak zawsze. Przytulam serdecznie:)

  vivi91,  16/02/2018

@erin: ... a właśnie wróciłam z sor - u po 12 h i co myślę o służbie zdrowia?... Widziałam bezradność w oczach lekarzy i pielęgniarek. Widziałam przez wiele godzin cierpienie chorych i strach... podłe życie... :(

  erin,  16/02/2018

@VIVI.: współczuję, mój bliski nadal w szpitalu. Nikt nic nie wie. To zły system. Bezradność i czekanie. Cała definicja. Życzę wszystkiego dobrego, dzisiaj Nowy Chiński Rok, może coś odmieni.

@erin: dziękuję i ja Ciebie też ściskam a jak widzę tych ujadających na portalu mędrców to mi słabo... ja też się nie dowiedzialam za wiele ... poza tym, że zdrowie nie jest wieczne i wiele o nim niewiadomo

  erin,  16/02/2018

@VIVI.: nie jesteśmy wieczni, ale musimy żyć najlepiej jak możemy. Dla siebie i innych, to tak wiele, choć krótko. Trzymam sie nadziei:) to pomaga, choć bywa krucha, daje siłę, kiedy sprawy nie idą dobrze. Tej nadziei życzę Ci najwięcej, bo ponoć ona umiera ostatnia.

@erin: no wiem wiem - nie ma wyjścia. trzeba zawalczyć. przetrwać. Pokonać:)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska