Login lub e-mail Hasło   

Kim jest naprawdę Jacek Rostowski !

- https://www.newsweek.p l/…/kim-naprawde-jest-ja…/t0rg2edJacek Rostowski, czyli angielski łącznik w polskim rządzie Data publikacji: 28.03.2011, 09:35 Ostatnia ak...
Wyświetlenia: 96 Zamieszczono 12/12/2018

 
Obraz może zawierać: 1 osoba, garnitur i w budynku


-https://www.newsweek.pl/…/kim-naprawde-jest-ja…/t0rg2edJacek Rostowski, czyli angielski łącznik w polskim rządzie
Data publikacji: 28.03.2011, 09:35 Ostatnia aktualizacja: 09.08.2011, 13:25
ANDRZEJ STANKIEWICZ, PIOTR ŚMIŁOWICZ. WSPÓŁPRACA AMELIA PANUSZKO, TOMASZ WOJCIECHOWSKI
Od kilku miesięcy wyrasta na drugą osobę w rządzie, ale wciąż mało o nim wiadomo. Kim naprawdę jest Jacek Rostowski?

GetAssetsMediaFromRepository
Fot.: BRAK
Podziel się Tweetnij Udostępnij Skomentuj
Miniony poniedziałek, późne godziny wieczorne. Właśnie zakończyła się głośna debata telewizyjna na temat Otwartych Funduszy Emerytalnych pomiędzy ministrem finansów Jackiem Rostowskim a profesorem Leszkiem Balcerowiczem►. Balcerowicz jest zły. Ma chyba wrażenie, że Rostowski wygrał. Że lepiej posługiwał się retorycznymi chwytami i był bardziej przekonujący dla milionowej widowni. Minister szeroko się śmieje do dziennikarzy.
Dotąd to Rostowski szedł za Balcerowiczem

Ta debata to symboliczne rozstanie dwóch ekonomistów, którzy przez ponad dwie dekady szli wspólną ścieżką. Dotąd to Rostowski szedł za Balcerowiczem. Dziś chce uchodzić za tego, który zdetronizował wieloletniego mistrza i podważył jego niewzruszony autorytet.

Jedno jest pewne – Rostowski jest pierwszym od czasów Balcerowicza ministrem finansów, który tak bardzo zelektryzował opinię publiczną, skłócił polityków i podzielił środowiska ekonomistów. Na razie na tym korzysta.
To miał być honorowy pojedynek, a dziś obie strony oskarżają się o użycie niedopuszczalnych chwytów. Najskuteczniejszą bronią Rostowskiego w debacie okazał się „Leszek” – nazywanie wyniosłego Balcerowicza po imieniu. I kreślenie obrazu finansowej apokalipsy, która niewątpliwie nadciągnie, jeśli rząd nie sięgnie po nasze składki gromadzone w OFE.

Najważniejsze jest tu i teraz Tak naprawdę, walcząc o zabranie OFE części składek, Rostowski walczy o swoją przyszłość. Jeśli szybko nie znajdzie kilkunastu miliardów rocznie, nie ma co marzyć o zachowaniu posady.– Rostowski był zawsze trzeźwym makroekonomistą i to wyjaśnia jego dobrą politykę w czasie kryzysu. Finanse to jednak nigdy nie była jego specjalność – uważa prof. Tomasz Mickiewicz z University College London, który poznał Rostowskiego w Anglii. – Pomysł, by emerytalne zobowiązania państwa ukryć w ZUS, to przykry widok dla kogoś, kto wysoko go cenił. Mam wrażenie, że w dyskusji o OFE polska opinia publiczna jest wprowadzana w błąd. Rostowski jak nikt inny potrafi racjonalizować ulubioną przez premiera Donalda Tuska doktrynę, że najważniejsze jest tu i teraz. I potrafi dorobić ideologię do taktyki politycznej, że nie ma potrzeby wprowadzać reform. Nasi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jedno: Rostowski zapowiadał w debacie, że postulowane przez Balcerowicza oszczędności zostaną wprowadzone niezależnie od reformy OFE. A przecież zdaje sobie sprawę, że przed wyborami to niemożliwe. To ma być dowód, że z ekonomisty stał się politykiem. I że na polityka się nadaje.
Już jako dziecko wiedział, ze nie jest u siebie Kiedy Jacek Rostowski rodził się w Londynie 60 lat temu, jego ojciec miał za sobą jedną z najważniejszych życiowych decyzji: pozostanie na powojennej emigracji. Roman Rostowski był prawnikiem i ekonomistą. Pochodził ze Lwowa, w międzywojniu działał w Polskiej Partii Socjalistycznej. Kiedy wybuchła wojna, przez Francję trafił do Wielkiej Brytanii. Po zajęciu Lwowa Sowieci intensywnie go szukali, a matkę na siedem lat wywieźli do Semipałatyńska. W Londynie Roman Rostowski był tłumaczem Tomasza Arciszewskiego, premiera rządu RP na uchodźstwie. Po wojnie przyjął brytyjskie obywatelstwo (musiał się zrzec polskiego). Żonę, Polkę z emigranckiej rodziny, poznał na Wyspach. Jacek Rostowski dokładnie pamięta, iż już jako dziecko zrozumiał, że nie są u siebie. W autobusie konduktor zapytał: – What language are you speaking? (W jakim języku rozmawiacie?) Odpowiedział żartem z przedszkola: – Double Dutch! (Podwójnym Holendrem!). W rodzinie mówili po polsku, a on sam nauczył się angielskiego dopiero w wieku pięciu lat. – Mama wysłała mnie na sześć tygodni wakacji na brytyjską wieś. To był moment przejścia z życia czysto polskiego na mieszane polsko-brytyjskie – wspomina. Ta dwoistość pozostała zresztą do dziś: na Wyspach Rostowski to Jan Vincent, w Polsce jest Jackiem.
Wykształcony na najlepszych uczelniach Początkowo jako emigrant ojciec Jacka Rostowskiego pracował jako urzędnik niskiej rangi. Jednak po kilku latach udała mu się rzecz rzadka wśród emigrantów: trafił do brytyjskiej dyplomacji. Wraz z rodziną pojechał do Kenii, a potem na Mauritius i Seszele. Dzięki służbie ojca dla Jej Królewskiej Mości syn Rostowski mógł ukończyć dobre brytyjskie szkoły. Ekonomię i historię studiował na Uniwersytecie Londyńskim, a nauki ekonomiczne w London School of Economics. Na obu uczelniach uzyskał tytuły odpowiadające polskiemu magistrowi (wbrew powszechnej opinii Rostowski nie jest profesorem zwyczajnym). Służba ojca w dyplomacji miała jedną wadę – na odwiedziny Jacka w starej ojczyźnie Brytyjczycy wyrazili zgodę dopiero po śmierci Romana Rostowskiego w 1975 roku. Jednak tak naprawdę w sprawy polskie Rostowski zaangażował się po powstaniu Solidarności w 1980 roku. Zbiegło się to z przełomem w życiu osobistym. – Gdy ruszył karnawał Solidarności, zadzwoniłem do Ryszarda Kaczorowskiego, ówczesnego ministra spraw krajowych w rządzie emigracyjnym. Powiedział, że jest taka młoda kobieta, która robi wystawę na ten temat. Tak spotkałem swoją przyszłą żonę – opowiada. Wanda Rostowska jest reżyserką, córką łączniczki z Powstania Warszawskiego. Pracowała m.in. w Radiu Wolna Europa. To ona skłoniła Rostowskiego do ponownego przyjazdu do kraju. – Wanda miała już wykupiony bilet do Warszawy na święta wielkanocne w 1981 roku. Jechałem przez Madryt do Sewilli na słynne uroczystości Semana Santa. W Madrycie akurat pokazywali „Barwy ochronne” Krzysztofa Zanussiego. Kiedy wyszedłem z kina, pomyślałem: „Co ja tu robię? Przecież to zupełnie bez sensu. Powinienem być w Polsce!”. Wsiadłem w pociąg i po 50 godzinach byłem na Dworcu Gdańskim w Warszawie. To był taki metafizyczny moment nawiązania kontaktu z Polską – wspomina Rostowski w rozmowie z „Newsweekiem”. Gdy wprowadzono stan wojenny, zaangażował się w pomoc podziemnej Solidarności. W połowie lat 80. zaczął też regularnie przyjeżdżać do Polski. To wtedy poznał kilku ekonomistów sympatyzujących z Solidarnością i nawiązał bliższe kontakty z Leszkiem Balcerowiczem. W Londynie przyjmował też gości z Polski. Kiedyś, już w końcu lat 80., odwiedzili go Stefan Kawalec z Antonim Macierewiczem. – Macierewicz już wtedy miał nieco dziwne poglądy, ale był naprawdę bardzo zabawny. Umieraliśmy ze śmiechu, słuchając jego dowcipów – opowiada.
Komunizm musi upaść Rostowski zapewnia dziś, że już w połowie lat 80. był przekonany, że komunizm upadnie, i to niebawem. Dlatego wydarzenia w 1989 roku go nie zaskoczyły. Rostowski był rzecznikiem radykalnych przemian wolnorynkowych. Namawiał do tego m.in. podczas spotkania, do jakiego doszło w lecie 1989 roku w Brukseli. Na tym spotkaniu był m.in. Witold Trzeciakowski, współtwórca ekonomicznych ustaleń Okrągłego Stołu – skrajnie roszczeniowych i etatystycznych. Byli też gdański poseł Jan Krzysztof Bielecki oraz amerykański ekspert Jeffrey Sachs. Ten ostatni zgadzał się z Rostowskim, że jedynym ratunkiem dla Polski jest wolnorynkowy wstrząs. – Podczas tej narady wszyscy myśleli, że potencjalnym ministrem finansów jest Trzeciakowski. I że trzeba go przekonać do reform rynkowych oraz odstąpienia od nierealnych ustaleń Okrągłego Stołu – mówi Rostowski. Wkrótce Jeffrey Sachs pojawił się w Polsce i przekonywał do gospodarczej terapii szokowej. Rostowski zaś 4 sierpnia 1989 roku na łamach „Tygodnika Solidarność”, kierowanego przez Tadeusza Mazowieckiego, opublikował tekst, w którym przekonywał, że ceną za reformę gospodarczą będzie bezrobocie, ale jest to koszt wart zapłacenia. „Ważne jest, by ludziom powiedzieć, że skuteczny plan antyinflacyjny może (lecz nie musi) doprowadzić do bezrobocia na dużą skalę. Jeśli autorzy planu prawdy tej nie przekażą, to zrobi to ktoś inny” – pisał. Wtedy w tygodniku związkowym były to treści rewolucyjne. Może dlatego tekst Rostowskiego został lekko złagodzony bez jego wiedzy. Redakcja skreśliła m.in. zdanie, że nie można oszacować, jak duże będzie bezrobocie, bo ludzie zwalniani z nierentownych zakładów wcale nie muszą znaleźć pracy w powstającym sektorze prywatnym. Rostowski wysłał więc sprostowanie. Opublikowano je dopiero wtedy, gdy Mazowiecki został premierem. Wówczas radykalny program rynkowy był już na czasie, bo wicepremierem i ministrem finansów został Leszek Balcerowicz. – O tym, że Balcerowicz ma zostać ministrem finansów, dowiedzieliśmy się podczas wakacji w naszym domu we Francji. Żona zadzwoniła do jego żony, Ewy Balcerowicz, i zapytała: – Jak możemy wam pomóc? Czy mamy wam pożyczyć garnitury? Ewa powiedziała, że sami kupią – śmieje się Rostowski.
Wymusił na Balcerowiczu nominację na doradcę Twierdzi, że wręcz wymusił na Balcerowiczu nominację na doradcę. Ten wysłał go też do rady utworzonego przez państwo banku PBR, którym kierował wówczas Wojciech Kostrzewa (dzisiejszy prezes firmy ITI, która kontroluje m.in. telewizję TVN). W trójkącie PBR – fundusz prywatyzacyjny Kleinwort Benson – fundacja CASE działali wówczas ludzie Balcerowicza. Rostowski był w każdym z tych miejsc. Kiedy do władzy doszedł związany z braćmi Kaczyńskimi premier Jan Olszewski i Balcerowicz odszedł z rządu, Rostowski – razem z nim. Wrócił do pracy akademickiej. Został wykładowcą w Szkole Slawistyki w University College London, a także w London School of Economics. – Współpracowaliśmy przez ponad ćwierć wieku, publikowaliśmy prace na temat hiperinflacji – wspomina dr Judith Shapiro z LSE. – To pierwszorzędny ekonomista. Oczywiście, wielokrotnie się spieraliśmy, bo to człowiek głęboko przekonany o własnych racjach. W 1995 roku Rostowski zaczął wykładać ekonomię na utworzonym przez miliardera George’a Sorosa Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Ale gdy Balcerowicz ponownie został ministrem finansów, tym razem w rządzie Jerzego Buzka, Rostowski wrócił do Polski. Objął stanowisko szefa Rady Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów, a w praktyce był jednym z najważniejszych ludzi w otoczeniu Balcerowicza.
Wrong job, wrong government To właśnie wówczas powstała idea reformy emerytalnej, która doprowadziła do utworzenia Otwartych Funduszy Emerytalnych. Dziś Rostowski twierdzi, że Balcerowicz się w tej sprawie z nim nie konsultował. Ale wówczas przy swym patronie stał murem. Gdy koalicja rządowa się rozpadła i Balcerowicz objął stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego, Rostowski ponownie podążył za nim – w 2002 roku został jego doradcą w NBP. Kluczowe dla dalszej kariery – a także dla dzisiejszego konfliktu z Balcerowiczem – było jego następne stanowisko. W 2004 roku Rostowskiego ściągnął do siebie Jan Krzysztof Bielecki, wówczas prezes banku Pekao SA, znany antagonista Balcerowicza. Od tego momentu Rostowski zaczął się oddalać od Balcerowicza i zbliżać do Platformy Obywatelskiej. Wtedy też zaczyna współpracować z typowanym przez PO na premiera Janem Rokitą – wyraźnie ma chrapkę na rządowe stanowisko po wyborach. To trochę syndrom ostatniej szansy – wszyscy liczący się ekonomiści z jego pokolenia mieli już wówczas za sobą ważne stanowiska państwowe: premierów, ministrów, szefów NBP, członków Rady Polityki Pieniężnej. A on wciąż pozostawał uniwersyteckim wykładowcą i doradcą wyżej postawionych kolegów. Jeszcze przed pamiętnymi wyborami w 2005 roku kręcił nosem na koalicję z PiS. A gdy PO wybory przegrała, odradzał zawieranie koalicji z Kaczyńskimi. On sam odrzucił propozycję wejścia do rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Ofertę w imieniu PiS przedstawił mu znajomy z Londynu, Radek Sikorski, który wówczas współpracował z partią Kaczyńskich. Rostowski był na greckim Sunio, w Świątyni Posejdona. Sikorski zadzwonił: – Chcesz wejść do rządu na ministra gospodarki? – Dlaczego nie finansów? – Takie jest rozdanie. – Muszę się zastanowić. A w drugiej rozmowie oświadczył: – Wrong job, wrong government (Nie ta posada, nie ten rząd). Jednak marzeń o polityce Rostowski nie porzucił. Kiedy Platforma wygrała wybory w 2007 roku, był już pewny swego. Choć kandydatów na ministra finansów było wielu, pomogła rekomendacja Jana Krzysztofa Bieleckiego – przyjaciela i doradcy Donalda Tuska. – Jest taka ściana w ministerstwie, na której wiszą zdjęcia wszystkich ministrów finansów. Na początku urzędowania portrety tych sprzed 1989 roku odesłał do muzeum komunizmu – opowiada były członek kierownictwa resortu finansów.
Tusk był wściekły na Rostowskiego Premier nie do końca ufał ministrowi. Według naszych informacji w początkowych miesiącach rządu w niektórych kwestiach Tusk zasięgał rad Balcerowicza. Najpoważniejsza próba przyszła wraz z wybuchem kryzysu – na przełomie lat 2008-2009. Okazało się wówczas, że Rostowski przez wiele miesięcy skrywał prawdę o trudnej sytuacji budżetowej. W efekcie trzeba było ekspresowo wprowadzić drastyczne cięcia – to właśnie wówczas premier widowiskowo podejmował kolejnych ministrów, wyciskając z nich oszczędności. Tusk był wściekły na Rostowskiego, myślał o wyrzuceniu go z rządu. Ale za ministrem murem stanął Balcerowicz. I Tusk Rostowskiego oszczędził. – Co do prognoz premier wiedział, że sytuacja jest zupełnie nieprzewidywalna – wspomina tamten czas Rostowski. Dociśnięty przez kryzys do ściany Rostowski zaczął się zastanawiać, jak zmniejszyć zadłużenie państwa. Poszukiwał szybkiego i dużego zastrzyku pieniędzy, bo z roku na rok coraz trudniej wychodziło mu takie żonglowanie budżetowymi szufladkami, aby nie przekroczyć prawnych ograniczeń długu publicznego. Najpierw wyprowadził poza budżet Krajowy Fundusz Drogowy, potem przestał wliczać do długów pożyczki ZUS, a pod koniec minionego roku przeprowadził interwencje na rynku walutowym, żeby zbić cenę euro. W ten sposób na papierze udało się uniknąć przekroczenia ustawowego progu zadłużenia (55 proc. PKB), co wiązałoby się z koniecznością drastycznych cięć. Księgowe sztuczki ministra budziły wątpliwości nawet w PO, premier jednak ufał Rostowskiemu coraz bardziej. Nie tylko przedkładał jego pomysły nad propozycje gospodarczego wicepremiera Waldemara Pawlaka, ale coraz rzadziej słuchał także ministra Michała Boniego, wcześniej głównego stratega społeczno-gospodarczego. A Rostowski już będąc w rządzie, starą legitymację brytyjskiej Partii Konserwatywnej zamienił na członkostwo w PO. I zaczął się w niej rozpychać. W czasie prawyborów prezydenckich wspierał Radka Sikorskiego, z którym utrzymuje bliskie kontakty (Sikorski zatrudnił nawet córkę Rostowskiego, Mayę, w swym gabinecie politycznym).
Jak się okazało ultrakonserwatysta Im Rostowski był aktywniejszy politycznie, tym baczniej przyglądali mu się działacze Platformy. I ku swojemu zaskoczeniu odkryli w nim ultrakonserwatystę. Wśród polityków PO Rostowski zaczął wręcz uchodzić za religijnego radykała, który tak manewruje państwową kiesą, aby blokować projekty podejrzane ideologicznie. W partii powszechne jest przekonanie, że ustawa ułatwiająca zakładanie żłobków powstała dopiero po trzech latach rządów dlatego, że Rostowski nie chciał dać na ten cel pieniędzy. Rzeczywiście, w rozmowie z „Newsweekiem” minister nie kryje, że żłobki mu się nie podobają. Zaskoczenie w PO wzbudziły też oświadczenia, że najlepszy sposób na pewną emeryturę to płodzenie dzieci i takie ich wychowanie, aby potem sponsorowały szczęśliwą starość rodziców. Niezbyt to fortunne jak na ministra, który grzebie w systemie OFE, zarzekając się, że dzięki temu emerytury będą wyższe. I jak na najbogatszego członka rządu, z trzema domami i pięcioma mieszkaniami w Anglii, Francji i Polsce oraz z dziesiątkami tysięcy złotych, euro, funtów i forintów na kontach. A już zupełnie zaszokowały polityków PO deklaracje Rostowskiego w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, w którym ostro sprzeciwił się in vitro. Poparł całkowity zakaz takich zabiegów, niby żartem wychwalając radykalnego lidera Prawicy RP Marka Jurka, który od lat się tego domaga. – Czy pana poglądy wynikają z katolickiego wychowania? – pytamy. – Także, ale nie tylko. Pogląd, że istota ludzka jest najważniejsza, nie jest wyłącznie katolickim poglądem. Konserwatywne poglądy nie przysparzają Rostowskiemu przyjaciół wśród wierchuszki PO. Kiedy premier próbował wepchnąć go do władz partii, nie uzyskał na to zgody. Przeciąga się też decyzja partii, czy ambitny minister dostanie miejsce na listach wyborczych Platformy. Chciałby kandydować ze stolicy, bo zgodnie z ordynacją na warszawską listę głosują także emigranci w Londynie. – Jestem gotów wystartować w wyborach, bo uważam, że minister powinien mieć akceptację wyborców. To kwestia higieny demokratycznej – tłumaczy. Według naszych informacji Rostowski dostanie miejsce na liście wyborczej. Ale wciąż otwartą kwestią pozostaje to, czy w razie zwycięstwa PO zachowa fotel ministra finansów. Będzie tak, jak zechce Bóg. I Donald Tusk.
CZYTAJ TAKŻE
Rostowski: dyskusja ciekawa. Balcerowicz: OFE zagrożone. Opinie po debacie
Rozrzutny Rostowski. Szał zakupów w resorcie
Debata Rostowski - Balcerowicz: Kto przekonał przyszłych emerytów?
Prezydent do paraolimpijczyków: Sport jest jeden
Rok Euro 2012 i igrzysk olimpijskich w Londynie. Sportowe podsumowanie 2012 roku
PODZIEL SIĘ
Podziel się Tweetnij Udostępnij Skomentuj
AMELIA PANUSZKO ANDRZEJ STANKIEWICZ JACEK ROSTOWSKI LESZEK BALCEROWICZ LONDYN
NAJNOWSZE
pap 19870000 072
Władimir Putin z legitymacją Stasi. Znaleziono nowe dokumenty enerdowskiej bezpieki
Brexit Theresa May
Dlaczego Brytyjczycy tak bardzo nie chcą porozumienia Theresy May?
KNF
Kto kontrolował banki w KNF? Marek Ch. zatrudniał „osoby bez doświadczenia”
Pierre Konrad Dadak
Przeciek w Komendzie Głównej. Kto pomaga oszustowi z Francji? Międzynarodowe śledztwo dziennikarskie
Czajnik elektryczny
Praktyczne, ładne i niedrogie czajniki elektryczne. Sprawdź 10 najciekawszych modeli do 100 zł
Paryż zamieszki
Stan wyjątkowy Macrona. Francuski prezydent zrozumiał powagę sytuacji
Lodówka Retro
Klasyka w służbie nowoczesności – designerski sprzęt AGD w stylu retro
Emmanuel Macron
Mea Culpa Macrona. Czy prezydent kupi spokój za 100 euro?

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1233
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1593
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1016
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 847
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 956
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 888
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 932
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 768
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 766
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 885
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 551
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 523
 
Autor
Dodał do zasobów: milord36
Artykuł

Powiązane tematy





Od dawna wiadomo, że to to Tusk pobił tego z KNF, bo ten nie chciał się z nim podzielić tymi 3 miliardami co ukradł ze SKOK Wołomin, które tam włożył ten senator z PIS z własnej kieszeni by było na pinset plus dla zwykłych ludzi.

Czajnik elektryczny Praktyczne, ładne i niedrogie czajniki elektryczne. Sprawdź 10 najciekawszych modeli do 100 zł Ty baranie już nawet reklamy czajników kopiujesz.

  milord36,  13/12/2018

@Hamilton:
Matole to dla Ciebie na mikołaja.

@milord36:
Co taki nerwowy Lipski jesteś ? Socjal ci obcięli na dzieci ? aahhaah ............
Co się stało ? Gdzie ta kultura osobista i chrześcijaństwo.

@milord36: Mikołaj pisze się z dużej litery cymbale. "milord lipski" pisze się z małej. Tymi dwoma słowami sobie Dupy nie zawracaj, bo nie warto



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska